Nie pomyliłby się ten, kto słowami: „Jestem dla nieba!” chciałby opisać całe życie Sługi Bożego biskupa Konstantyna Dominika.
Urodził się 7 listopada 1870 roku na kaszubskiej ziemi i od najmłodszych lat uczył się kochać Boga. Nie była to nauka łatwa, ale zawsze pod troskliwym okiem Pana Jezusa, któremu pozwolił się prowadzić jak wiernemu, zaufanemu i niezawodnemu przyjacielowi.
Przyszedł na świat w Gnieżdżewie, niedaleko sanktuarium Matki Bożej Królowej Morza w Swarzewie. Od zawsze z miłością odnosił się do Maryi, a Najświętsza Panienka – jak najwspanialsza z matek – obdarzała Kostka morzem łask. Ich więź nabrała szczególnego znaczenia, ponieważ Konstantyn stracił swoją mamę, gdy miał zaledwie dwa latka.
Lubił się uczyć, był ciekawy świata, pełen pasji i bardzo zdolny. Miał szczęście chodzić do bardzo dobrych szkół, najpierw w Pelplinie, a potem w Chełmnie, w którym to mieście od razu się zakochał. Tam też należał do tajnego stowarzyszenia młodzieży, które kochało Polskę i działało na rzecz tego, by była wolna.
Zdał maturę w 1893 roku i poszedł do seminarium w Pelplinie, czyli do szkoły przygotowującej przyszłych księży. Cztery lata później został księdzem. Pracował w parafii w Gdańsku – Oruni, a potem jako kapelan w szpitalu w Chełmnie i nauczyciel.
Poświęcał się całym sercem temu, co robił. Doceniono jego sumienność i pracowitość, kiedy został mianowany rektorem (czyli takim dyrektorem) seminarium w Pelplinie. Nie zaprzestał jednak uczyć, opiekować się studentami, a także angażować w ruchach, które pomagały ludziom i zachęcały do życia bez alkoholu.
Został mianowany biskupem pomocniczym diecezji chełmińskiej w 1928 roku. Pozostał w pamięci ludzi dzięki trosce, z jaką pomagał chorym, ubogim i sierotom. Był znany z wielkiej dobroci dla wszystkich, którzy się do niego zwracali.
Zachorował ciężko, kiedy wybuchła II wojna światowa, co było przyczyną zamknięcia go w 1940 roku w klasztorze sióstr elżbietanek. Mimo osłabienia i braku sił nadal służył, ile mógł, jako kapelan.
Zmarł 7 marca 1942 roku w opinii świętości. Najpierw pochowano go w Gdańsku – Oruni, a w 1949 roku jego ciało przeniesiono do Pelplina. Mnóstwo osób przychodzi do jego grobu i nieprzerwanie składa prośby doświadczając skutecznej pomocy biskupa Konstantyna. Od 1965 roku trwa jego proces beatyfikacyjny, czyli staranie o to, by został ogłoszony błogosławionym.
Niedziela: 9.00, 11.00, 13.00
Dni powszednie:
od poniedziałku do piątku o 18.00;
w soboty o 8.00